Hiszpania

Lanzarote – niemowlak w podróży i wrażenia z wyspy :)

18 maja 2017

Pierwsza podróż z dzieckiem. Google wyrzuca 1.330.000 wyników. Ile to dobrych rad się naczytałam, ile to zdjęć szczęśliwych rodziców z takimi malutkimi niemowlakami naoglądałam. Idealizowanie podróży z dzieckiem jest powszechne. Tak powszechne, że w ciąży miałam wizję jak to naszego słodkiego Żuczka zabierzemy w pierwszą podróż gdy skończy 3 miesiące. W tej wizji wszystko było takie proste, przyjemne. Laura miała jednak inny plan i dała nam tak popalić, że przez pierwsze pół roku nie byliśmy w stanie ruszyć się za Poznań. Przynajmniej bez uszczerbku na moim zdrowiu psychicznym i fizycznym ;) A nie o to chodzi chyba w podróżowaniu by się zamęczyć?

No więc czekaliśmy, z miesiąca na miesiąc odkładaliśmy plany wyjazdowe, aż w końcu nadszedł ten moment. Pierwsza wspólna podróż musiała zacząć się z odpowiednim przytupem. Było kilka pomysłów, wygrał ten najbardziej odległy – Lanzarote. Tylko niecałe 6 h z niemowlakiem (niesiedzącym) na kolanach. Żyć nie umierać! W końcu czego nie robi się po rocznym podróżniczym detoksie dla ładnych widoczków? ;)

Nie tylko podróż z dzieckiem była dla nas nowością. Wyjazd zorganizowało nam biuro podróży Rainbow Tours hehe. Tak my, zapaleni poszukiwacze tanich połączeń, fajnych miejsc noclegowych, robiliśmy klik klik na tydzień przez wylotem i kupiliśmy last minute. Po kilku kalkulacjach i analizowaniu ceny do jakości, stwierdziliśmy, że to się na serio opłaca. Zwłaszcza jak się ma niemowlaka i chce wygodnie funkcjonować (najlepiej w apartamencie 2-pokojowym). Istniało ryzyko, że na wybrany przez nas termin nie uda się dorwać last’a w sensownej (niskiej) cenie, ale kto nie ryzykuje, ten nie żyje! Nam się udało i na serio przy następnym wyjeździe na jakąś niedużą wyspę, będę lukała co mają do zaoferowania biura podróży. Może znów warto będzie czekać do ostatniej chwili :)

Może komuś się przyda: Nasz hotel to Bahia Playa Blanca w miejscowości Playa Blanca. Apartematy są już nadgryzione upływem czasu (remontowane kilka lat temu), ale mają wszystko co do szczęścia potrzebne. Nie ma co narzekać. Co do wyżywienia: braliśmy tylko śniadania i były spoko. Duży wybór jedzonka zapełniał nas do popołudnia. Jedynym minusem była tragiczna kawa i słodzona na maksa napoje owocowe. Było ok. Jeśli planujecie więcej zwiedzać niż siedzieć na dupie, polecamy!

Lanzarote, Playa Blanca
Lanzarote, Playa Blanca
Lanzarote, Playa Blanca
Lanzarote, Playa Blanca

Jak ogarnąć pierwszy lot samolotem z niemowlakiem? Łatwizna. Najważniejsze jest przy odprawie poprosić o dodatkowe miejsce :D Serio nie mam pojęcia jak można się z niemowlakiem zmieścić na jednym! A później wystarczy nie dać mu zasnąć podczas odprawy, kontroli granicznej i tych wszystkich potrzebnych czynności lotniskowym (zakupki, siuśku, kawka), podłączyć do cycka przy starcie samolotu i dać mu zasnąć. Żeby nie było, że taka wyrodna matka ze mnie: na lotnisku jest tyle wrażeń dla małego człowieka, że jego usypianie i tak się mija z celem :) Przy dobrych wiatrach dziecko się wyśpi, później pobawi, naje i zmęczy akurat przed lądowaniem samolotu na Lanzarote. Wtedy znów podłączenie do cycka i pierwszy lot z dzieckiem nie był katorgą, na jaką się szykowaliśmy. Z moich obserwacji wynika, że w samolocie karmienie piersią > karmienie mlekiem modyfikowanym. Niektóre dzieciaki nie podłączane do cyca wyły jakby ktoś je ze skóry obdzierał.

Jak przywitało nas Lanzarote? Oczekiwaniem na lokalną policję na pokładzie samolotu. Wiadomo wśród polskich turystów zawsze znajdzie się bohater, który się nawali. Zanim wyszliśmy, pewien pan co nie miał umiaru dostał wpieprz od innych panów (akurat graplerzy się mu trafili). Po polskim folklorze turystycznym było już tylko lepiej – słońce, palmy, czarna ziemia, białe domki :) Sielankowy opis wczasów z biurem podróży, co nie? :D A na serio to oprócz tego, że autobus zabrał nas spod lotniska do hotelu i że mogliśmy zadzwonić do rezydentki i po polsku zapytać się gdzie w niedzielę znajdziemy otwartą aptekę (wcale nie tak łatwo ją namierzyć w internecie), to nic się nie różnił ten wyjazd od załatwienia sobie wszystkiego samemu. Całą resztę – wynajem auta, planowanie zwiedzania, robiliśmy tak samo jak zwykle.

Nie dosłownie tak samo, ale w ten sam sposób. Wszystko trwało po prostu 2-3x dłużej. Może jesteśmy przewrażliwieni na punkcie dziecka (to nasze pierwsze w końcu!), ale na serio nasza podróż dostosowana była do jej potrzeb. Jej drzemeczki 30-40 minutowe to świętość, więc kiedy Laurunia chciała spać, to spała. A my wtedy np. siedzieliśmy jak cielaki w aucie pod jakąś atrakcją i czekaliśmy jak królewna się obudzi :D Jeśli Lanzarote objechać można całą w 2 dni, to nam się to udało w 5 i na serio jesteśmy mega szczęśliwi, że się udało! W końcu z dzieckiem nigdy nic nie wiadomo ;)

Lanzarote
Lanzarote

Skoro załatwiliśmy już tematy okołodzieciowe, przejdźmy do Lanzarote. Tak jak pozostałe wyspy kanaryjskie jest ona pochodzenia wulkanicznego. Odróżnia się one jednak od innych tym, że na dużej część jej powierzchni zalega pod względem geologicznym bardzo młoda lawa, pochodząca głównie z ogromnej ilości wybuchów w okresie 1730-36. Ostatni wybuch na wyspie miał miejsce w 1824 r., więc do np. takiej Islandii to już daaaaawno temu. Wszędzie, gdzie są wulkany zawsze znajdzie się osoba, która opisze ten krajobraz jako księżycowy. Na serio irytuje mnie to stwierdzenie ;) no ale właśnie z tego krajobrazu znana jest Lanzarote. Dorzucając do tego dużą wietrzność, niskie opady i jak dla nas wysokie temperatury przez cały rok (24-29 stopni w dzień) to już możecie sobie jakoś wyobrazić środowisko naturalne na tej wyspie. A jeśli nie możecie to jest sucho i dość przestrzennie. W Parku Narodowym Timanfaya, gdzie znajdują się wulkany przeciętny krajobraz wygląda mniej więcej tak:

Lanzarote, Timanfaya

a gdzie nie ma młodej pokrywy lawowej wygląda to mniej więcej tak:

Lanzarote

Pewnie nie zrobi wrażenia na nikim, że te czarne krajobrazy bardziej mnie kręciły. Dlatego już pierwszego dnia, gdy tylko odebraliśmy samochód, od razu ruszyliśmy na teren Parku Narodowego Timanfaya. Wulkany, wulkany i wulkany. W XVIII wieku gdy wybuchały podobno doliczono się ich 300! Podczas zwiedzania nie ma szans by tyle ich zobaczyć. Po pierwsze pewnie nie wszystkie przetrwały ten wybuchowy okres, a po drugie zwiedzanie parku narodowego możliwe jest wyłącznie autoryzowanym autokarem! A więc albo masz wycieczkę organizowaną przez jakieś biuro podróży albo dojeżdża się do parku na własną rękę (wstęp: 8 euro) i wsiada do autokaru, który w godzinę przejedzie wyznaczoną trasę. Widoki są genialne! Serduszko boli, że trzeba je fotografować przez szybę autokaru. No ale czego się nie robi by uchronić to, co cenne przed dzikimi turystami? :)

No dobra, autokar nie jest jedyną opcją zwiedzania parku. Można jeszcze wjechać na wulkan na wielbłądzie lub wykupić wycieczkę z przewodnikiem, który zabierze nas na mały trekking. Od pierwszej opcji bolały mnie oczy, a druga opcja cóż…. dziecko nam jeszcze nie pozwala ;)

Lanzarote, Timanfaya
Lanzarote, Timanfaya
Lanzarote, Timanfaya
Lanzarote, Timanfaya
Lanzarote, Timanfaya
Lanzarote, Timanfaya
Lanzarote, Timanfaya
Lanzarote, Timanfaya
Lanzarote, Timanfaya
Lanzarote, Timanfaya

Ogromny wpływ na wygląd wyspy miał Cesar Manrique (1919-1992), pochodzący z Lanzarote artysta, architekt, który za cel swojego życia obrał ochronę walorów przyrodniczych wyspy, a w swoich pracach odzwierciedlał ideę zrównoważonego połączenia świata przyrody z wytworami człowieka. Jego zasługi to m.in. biała, niska zabudowa na całej wyspie (zasadniczo do 2 kondygnacji nadziemnych), brak reklam wielkogabarytowych, ruchome rzeźby tzw. Wind Toys, a także stworzenie takich atrakcji turystycznych jak: Mirador del Rio – punkt widokowy, Jameos del Aqua – sala koncertowa i laguna w tunelu lawowym, Jardin de Cactus – ogród pełen sukulentów czy budynku restauracji El Diablo w Parku Narodowym Timanfaya (można zjeść steka wypieczonego na wulkanie). Jak dla mnie gość stworzył mały urbanistyczny raj :) I pomyśleć, że w Polsce jest problem w wyegzekwowaniu zachowania jednolitej kolorystyki elewacji na jednej ulicy! :)

O Mirador del Rio gdzieś przeczytałam, że jest mega widok! I całe szczęście, że nie kusiło mnie googlowanie w poszukiwaniu fot. Gdy dojechaliśmy na parking budynku punktu widokowego, nic nie wskazywało na to, że szczęka zaraz mi opadnie. Na serio! Jeśli planujecie jechać kiedyś na Lanzarote, możecie dziękować mi za brak niespodzianki :) Widok na sąsiednią wyspę La Greciosa to jeden z tych, który wbija się w pamięć!

Lanzarote, Mirador del Rio
Lanzarote, Mirador del Rio
Lanzarote, Mirador del Rio
Lanzarote, Mirador del Rio
Lanzarote, Mirador del Rio

Jameos del Aqua czyli tunel lawowy z jeziorkiem, w którym żyją białe kraby, laguna i sala koncertowa. Wszystko zagospodarowane wg pomysłu Cesara Manrique. Może jesteśmy zepsuci, ale po tym jak lataliśmy po ciemku w tunelu lawowym na Islandii, to ten zagospodarowany nie zrobił na nas wrażenia. O takie sobie miejsce na szybką wizytę. W turkusowej lagunie podobno może kąpać się tylko hiszpański król. No więc widzieliśmy jak ten gościu z lewego zdjęcia (czarne spodnie, biały t-shirt) myje tam swoje białe adasie.

Lanzarote
Lanzarote

O wiele ciekawszym miejscem stworzonym przez Cesara Manrique jest Jardin de Cactus. Po przekroczeniu bramy ukazuje nam się coś w stylu sukulentowego amifiteatru. Tyle kaktusów, że nie wiadomo od którego zaczynać oglądanie. Są malutkie, średnie, duże i prawdziwe olbrzymy. Jedyne miejsce, do którego udało nam się wjechać wózkiem! :)

Lanzarote, Jardin de Cactus
Lanzarote, Jardin de Cactus
Lanzarote, Jardin de Cactus
Lanzarote, Jardin de Cactus
Lanzarote, Jardin de Cactus
Lanzarote, Jardin de Cactus
Lanzarote, Jardin de Cactus
Lanzarote, Jardin de Cactus
Lanzarote, Jardin de Cactus
Lanzarote, Jardin de Cactus
Lanzarote, Jardin de Cactus
Lanzarote, Jardin de Cactus
Lanzarote, Jardin de Cactus

Na Lanzarote oprócz wulkanicznych widoczków znaleźć można sporo atrakcji. Nawet nie wiecie jakie było moje zaskoczenie, gdy do mnie ten fakt zaczął docierać. Zawsze byłam pewna, że na Kanary ludzie jeżdżą tylko się opalać. No i bardzo w tym się myliłam, bo na Lanzarote można także zrobić dobry trening kolarski (wszędzie są piękne asfalty, a palenie w łydkach zapewnią silne wiatry), posurfować (prym wiedzie Playa de Famara), pojeździć quadami czy wybrać się na wine tour w region La Geria (winorośla posadzone są na żyznych wulkanicznym podłożu, w lejach i otoczone niewielkimi murkami – mega widok!). A gdyby atrakcji było mało, w 30 minut można dostać się promem na sąsiednią wyspę Fuertaventurę. Tam już nie wiemy, co można robić, bo nam z dzieckiem akurat atrakcji nie zabrakło ;)

Wyobraźcie sobie, że przez cały tydzień byliśmy aż DWA razy na plaży ;) Za pierwszym razem po to, by zobaczyć plażę Playa de Famara. Jest to najdłuższa plaża na Lanzarote (całe 6 km), a od wschodu ograniczają ją potężne klify. Jeśli próbować surfingu, to właśnie tam!

Lanzarote, Playa de Famara
Lanzarote, Playa de Famara
Lanzarote, Playa de Famara
Lanzarote, Playa de Famara
Lanzarote, Playa de Famara
Lanzarote, Playa de Famara
Lanzarote, Playa de Famara
Lanzarote, Playa de Famara
Lanzarote, Playa de Famara
Lanzarote, Playa de Famara

Druga plaża, na którą wybraliśmy się na chwilę poleżeć, to Playa de Papagayo. Piaszczysta, mała plaża w zatoce i turkusowa woda czyli idealna plaża do portfolio biur podróży! Tak idealna, że było nam zbyt ciepło i po 30 minutach uciekliśmy :D

Lanzarote, Playa de Papagayo
Lanzarote, Playa de Papagayo
Lanzarote, Playa de Papagayo
Lanzarote, Playa de Papagayo

Jeśli jakiś krajobraz kojarzy mi się wyłącznie z Lanzarote, to właśnie jest to krajobraz regionu winiarskiego La Geria. Nawet magnes z ilustracją tych winnic sobie kupiliśmy! :)

Lanzarote, La Geria
Lanzarote, La Geria
Lanzarote, La Geria
Lanzarote, La Geria
Lanzarote, La Geria

Na sam koniec jeszcze jedno fajne miejsce. Jezioro Charco de los Clicos przy El Golfo. No dobra to zabarwione przez algi zielone jeziorko jest tylko jedną częścią składową fajności tego miejsca. Dorzucając do tego intensywnie czerwono-brunatne skały, czarną plażę, błękit oceanu i urozmaiconą rzeźbę najbliższej okolicy mamy już combo, które fajnie zobaczyć.

Lanzarote, El Golfo
Lanzarote, El Golfo
Lanzarote, El Golfo
Lanzarote, El Golfo
Lanzarote, El Golfo
Lanzarote, El Golfo
Lanzarote, El Golfo
Lanzarote, El Golfo
Lanzarote, El Golfo

Czy nam się podobało? TAK. I wcale nie dziwię się już ludziom, którzy co roku jeżdżą na inną wyspę na Kanarach. Wszystkich może bym nie chciała zobaczyć, ale Teneryfa kusi by uciec na nią w najbliższą zimę. Byliście może? :)

  • a, to jest ten park narodowy po ktorym nie można chodzic… zawsze mi sie strasznie zdjęcia stamtąd podobają. i w ogóle ze wszystkich wysp kanaryjskich to lanzarote mnie najbardziej interesuje. jesli pojedziemy na jeszcze jakąś ciepłą wyspe, to duża szansa że tam ;)

    i gratulacje z okazji pierwszego wyjazdu. kiedy następny? ;)

  • ten post utwierdził mnie w przekonaniu, że koniecznie chce wrócić na wyspy kanaryjskie – i definitywnie lanzarote będzie na tej liście, choć do fuerty też mam straszny sentyment <3 i też polecam! :-))

    superowo że udało się wyjechać, mam nadzieję, że niebawem znów gdzieś pojedziecie – i właśnie – czasem lepiej wybrać po prostu najlepsza opcje dla siebie na dany moment, i co że z biurem podróży ;-))

    • no z tym biurem zaczęło się tak, że bilety na czarter chciałam dorwać ;) a później przypadkiem trafiłam na ofertę i zaczęłam kalkulować.. :)
      poza tym na nas grupa Polaków, która mieszkała w tym samym hotelu, jak na szaleńców patrzyła :D z niemowlakiem, ciągle w drodze i w ogóle oni się dziwili, że my tak ogarniamy zwiedzanie :) bo z kim nie rozmawialiśmy, to tylko wycieczki fakultatywne brał i dupę w basenie/oceanie moczył :) zupełnie inne nastawienie… my zwiedzanie, oni odpoczynek. Śmiesznie w sumie znaleźć się wśród takich prawdziwych urlopowiczów, bo zazwyczaj jak samemu się wszystko ogarnia, to trafia się na sobie podobnych :)

  • ile znajomych miejsc, cudowna relacja:)

    podziwiam, że podróżujecie z tak małym dzieckiem, mi nawet brakuje wyobraźni w tym zakresie:D

  • Bardzo zaciekawił mnie Twój wpis – trafiłam tutaj w ramach akcji dzielenia się wpisami Andrzeja Tucholskiego. Mam pytanie – sama mam niemowlaka (za chwilę mały M. skończy rok) i przyznam szczerze obawiam się podróży do obcych krajów ze względu na… jedzenie dla młodego. Czy podczas wyjazdu Wasza młoda była karmiona tylko mlekiem, czy już miała rozszerzoną dietę? Jeśli miała rozszerzoną dietę, to dawaliście jej lokalne smakołyki czy wzięliście wałówkę z Polski?

    • Po pierwsze: bardzo mi miło, że tu trafiłaś! :)
      Laura miała już rozszerzaną dietę i trochę słoików braliśmy z Polski. Jest wcześniakiem, więc akurat na wyjeździe miała 6,5 miesiąca korygowanego i nie potrafiła jeszcze żuć, więc czyste papki bez grudek u nas wchodziły tylko w grę. Planowaliśmy dokupić na miejscu słoiki i w marketach bez problemu można było dostać je z dobrym składem np. Hippa. Ale mała zrobiła nam numer i drugiego dnia przestała jeść i pić z butelki (karmię systemem mieszanym). Było sporo stresu! Okazało się, że na raz idą jej dwie górne jedynki, więc mimo wielu prób wciskania jej różnych papek, wisiała tylko przy cycku :) Co do możliwości robienia jedzenia, to żeby móc chociażby podgrzać papkę czy zrobić kaszkę, to właśnie dlatego potrzebowaliśmy apartamentu z kuchnią. W zwykłym pokoju hotelowym byłoby pewnie mniej komfortowo :)
      Teraz jak już zaczyna jeść trochę bardziej urozmaicone posiłki, to bym nie bała się jej dać coś lokalnego, jeśli byłby to kraj o europejskim podejściu do higieny. W takim Maroko, gdzie sama złapałam kilka lat temu biegunkę, to bym się na pewno bała, bo flora bakteryjna jest trochę inna. Dużo zależy chyba od tego, gdzie planujesz zabrać dziecko. My się zupełnie nie boimy jedzenia w UE, bo wymogi higieny, czystości itp są jednak zazwyczaj takie same. :)
      W każdym razie życzę Ci udanych wyjazdów! Jeśli nie tych dalekich, to chociaż bliskich!! :))