Grudziądz kuchnia Poznań samo życie

Migawki #2015

20 lipca 2015

Ostatnie migawki, czyli pojedyncze foty z mojego życia pojawiły się na blogu prawie rok temu. Wszystko za sprawą instagrama, w którego mocno się wkręciłam. Telefon zawsze mam przy sobie i mogę do woli uwieczniać małe codzienności. Za to z aparatem nie jest już tak dobrze i lekko.

Styczeń 2015. W porannej walce z ogarnianiem swojej zaspanej osoby czasem dostrzegłam piękne wschody słońca. Tylko zimą mam szanse się na nie załapać :)

Ciastka owsiane. Wypieki, które nie udało mi się jeszcze spalić :)

Banalny przepis:

2 szklanki płatków owsianych

1,5 szklanki mąki

2 jajka

3/4 szklanki cukru

100 g roztopionego masła

1/2 łyżki proszku do pieczenia

orzechy, ziarna, rodzynki itp. według uznania

Wymieszać, uformować ciasteczkowe placki, piec ok. 10 min.

 

Z Gruzji przywieźliśmy spory kawał domowego sera. Znalazł najbardziej właściwe zastosowanie jakie mógł. Te dwa placki to mojej roboty chaczapuri (przepis!). Wyszło niezłe i znikło szybko! :)

 

W lutym/marcu były zakupy. Po prawie roku spania na materacach nastąpił ten dzień, w którym przebrała się miarka. Robcio przeorał allegro i znalazł nam łóżko z Podhala. Komfort życia wzrósł o 10 pkt. Poza sypialnią wzbogaciła się też nasza kuchnia – mamy wyciskarkę wolnoobrotową. Nadaje się bardziej do soków warzywnym, ale i pomarańczki jak musi, to zmieli :)

Powyżej przykład moich umiejętności. Potrafię spalić prawie wszystko. Super pyszne bezglutenowe brownie z przepisu Agnieszki (citybreak.me) idealne wyszło za drugim podejściem. Przy pierwszym odrywaliśmy skorupę z góry. Goście się tym razem nie najedli :)

Grudziądz. Kilka razy zawitaliśmy w moje rodzinne strony. Wisła, Stare Miasto i w końcu spacer na Górę Zamkową. A tam najnowsza atrakcja turystyczna miasta – wieża Klimek. Widoczki przednie :)

Mój rodzinny dom kotami stoi. Rudolfik tak się zaaklimatyzował, że już pieszczot swojej pani nie chciał. Dobrze, że do foty chociaż zapozował.

Faworki – okołotłustoczwartkowe dzieło Mamuśki. Zjadłabym!

Zielona Weranda. Ekstra wystrój, słabe żarcie. Zgodnie potwierdzone przez 3 osoby. Testowane chwilę przed wylotem do Rzymu :)

W kwietniu uruchomiłam balkon. Zabawa w ogrodnika wciąż trwa. Do skillsów dorzucić mogę m.in. walkę z mszycą. Mimo robactwa, miło bujać się w hamaku otoczonym zielenią :)


W maju załapałam się na zwiedzanie Teatru Polskiego. Zdecydowanie moja ulubiona placówka kulturalna. A gdy po niej oprowadza aktor, którego dzień wcześniej oglądało się na scenie, to już magia :)

Z cyklu: celebracja weekendu.

W maju nad Wartę powróciły kontenery. To i nam się udało tam dotrzeć :))

Poznańscy blogerzy podróżniczy to już 11 osób. Ostatnie spotkanie to już gruba grillowa impreza. Byłam na nim starganym robotą warzywem, ale spotkanie z takim towarzystwem wstyd opuszczać. Jeśli nie znacie, to poznajcie: City BreakFloating My Boat, Nieśmigielska, Podróże w obiektywieTu i Tam.

Na sam koniec kociak-słodziak. Mały szaleniec odratowany przez moją Mamuśkę. W Grudziądzu poszukuje ciepłego domku. Typowy albinos – głuchy jak pień. Ale cudnie bialutki z błękitnymi oczkami :)

You Might Also Like