Grudziądz Poznań samo życie

Migawki #2016 – zima i wiosna

7 czerwca 2016

Dzisiaj będzie zbieranina. Prawie pół roku minęło, a na dysku leżą i kwiczą foty, które nie ujrzały jeszcze światła dziennego (internetowego? :). Kolejność przypadkowa!

Na początek Grudziądz, najczęstsze miejsce wyjazdów w tym roku. Kto by pomyślał, że taki czas nadejdzie? Na pewno nie ja! Zamiast łapania tanich lotów za granicę, kilka razy zwizytowałam rodzinne miasto. Jeszcze nie dawno cieszyłam się, że Grudziądz się powoli zmienia. Teraz odnoszę wrażenie, że jego rozwój wynika z tego, że czas biegnie do przodu. To tak jakby władze miasta miały gdzieś współczesne miejskie trendy i starały się wdrożyć pomysły sprzed 10 lat, które w innych miastach są już krytykowane już od 5 lat. Smutne jest to, że internety stoją otworem. Pomysły z innych miast można prosto przenieść na grudziądzki grunt. Trzeba tylko chcieć! Chce się za to ludziom, którzy zakładają swoje biznesy, inwestując pewnie wcale nie małe pieniądze i licząc na zwrot. Chociaż pijaństwo i bieda (a raczej mix tego) w Grudziądzu kwitnie (sieć sklepów monopolowych Borys jest najbardziej rozpoznawalną siecią handlową), to jednak otwierają się miejsca dla ludzi, którzy chcę wypić dobrą kawę czy zjeść dobre ciacho. Oni ratują to miasto z marazmu. Chwała im za to!

Jak już wylałam trochę mojego żalu (krytyk ze mnie doskonały, nie?), to dodam, że wciąż jest mój kochany Las Rudnicki. To tam zawsze znajduję spokój, ciszę i fajną przyrodę. Uwielbiamy po nim biegać! :)

Styczeń i zimowa mini wyprawa w las. Tym razem Robert biegał, a ja testowałam nowy rower Mamuśki.

A teraz już wczesna wiosna i kilka ujęć ze Starego Miasta.

Polecam sernik w Fado Cafe! :)

Pamiętacie Rudolfa? Trochę z nami mieszkał w Poznaniu, ale ostatecznie upodobał sobie mojego brata. Grudziądzka dieta zrobiła z niego niezłą kluseczkę :)

I znów Las Rudnicki. Wersja wiosenna!

Teraz pora na Szczecin. Ostatni przystanek z naszej tegorocznej majówki. Po co zwiedzać miasto, gdy temperatura zachęca do innej aktywności? Dojechaliśmy do miasta i wybraliśmy się na spacer po Dolinie Siedmiu Młynów. Odkryliśmy Polanę Harcerską, gdzie można zorganizować ognisko, oraz Polanę Sportową, na której są korty tenisowe i różne boiska. Dobre nazwy, nie? Obie oczywiście w otoczeniu lasu. Wieczór spędziliśmy w Filharmonii Szczecińskiej. Melomani nas bardzo wątpliwi, ale miło czasem spróbować czegoś nowego i popatrzyć na architekturę docenianą za granicą. Jak na prostych ludzi przystało, po dawce kultury poszliśmy na kebaba do Mak-Kwaka! Po kilku gryzach oboje zgodziliśmy się, że to jeden z lepszych jakie w życiu jedliśmy! Ogromne, świeże, pyszne i stosunkowo tanie. Polecamy!!! :)

Poznań, kwiecień. W poniedziałek rano oddałam moją pracę dyplomową na uczelnię i wybrałam się na spacer nad jezioro Rusałkę. Na fotach tego nie widać, ale poraziło mnie to, że tyle osób biega tam w dni powszednie! Szacun :)

Poznań, maj. Po prawie pół roku przerwy spotykają się poznańscy blogerzy podróżniczy. Tym razem jest grill na Morasku! Pogoda nie do końca współpracuje (dlatego okupujemy daszek przy budynku, a nie sąsiednią polanę), ale i to nie przeszkadza cieszyć się kiełbaską, mięskiem czy kręciołkami z boczku (moje ukochane!). W pierwszej tegorocznym spotkaniu udział wzięli: Agata w Wielkim MieścieAmused Observer, Floating My Boat, Nieśmigielska, Podróże w Ciemno, TU i TAM. No i ja oczywiście :)

Sopot. Wielkanoc. W Wielką Sobotę zjedliśmy to co najlepsze, więc nic już nie stało na przeszkodzie by pół Wielkanocy spędzić nad morzem. Kilka godzin wdychania morskiego powietrza, krótki spacer, wizyta na molo i genialny obiad w restauracji gruzińskiej Ocneba! Smaki jak w Gruzji. Od razu wróciły wspomnienia!

Kolejna edycja migawek za jakiś czas! :)

You Might Also Like