jesień łódzkie śląskie

Pierwszy babski wypad Wrzosów

7 listopada 2017

Po dwóch tygodniach pobytu w Grudziądzu, gdzie miałyśmy prawdziwą polską złotą jesień, pod koniec października postanowiłam nas (mnie i Laurę) przetestować i pojechać na nasz pierwszy babski wyjazd. Niestety pogoda popsuła się na tyle, że planowany objazd Polski południowej skończył się bardzo szybko. 5 dni deszczowych dni z małym dzieckiem (14 miesięcy!) to dla mnie wystarczająco, a wizja kolejnych z deszczem i śniegiem zmusiła mnie do kapitulacji i ucieczki do Poznania. Trafienie w okno pogodowe (tj. bez deszczu, a pochmurnie) gdy Laura nie będzie miała drzemki było zbyt niskie.

Te kilka dni pokazało mi jednak blaski i cienie samotnego podróżowania z małym dzieckiem. Największy blask: moment gdy Laura odkryła echo w kościele na Jasnej Górze. Radość przeogromna. Jej oczywiście. Krzyczeć nie chciała już przestać, więc szybko się ewakuowaliśmy :D Dla takich chwil dzikiej radości dziecka warto z nim podróżować ;)

Cieni jest tyle, że hej ho, lepiej nie wypisywać :D Jednak duża część z nich wpisana jest po prostu w rodzicielstwo. Ogarnianie dziecka cały dzień samemu (przynajmniej mojego) to nie jest bułka z masłem ;)  Kluczowym problemem był mój prysznic: zostawić dziecko samopas i brać szybki prysznic czy czekać aż zaśnie i liczyć, że się nie obudzi od huku wody. Oba rozwiązania skończyły się kiepsko, więc co lepsze nie mam zielonego pojęcia ;) Druga rzecz, która bardzo mnie irytowała, to ograniczone możliwości robienia zdjęć. No nie da się zwiedzać, robić zdjęcia i jednocześnie pilnować dziecko, które wózkiem gardzi coraz częściej. Robcio jednak czasem by się przydał ;)

Nasza podróż to kilka miejsc zwiedzonych w różnych miejscowościach.

1 dzień – Łódź

Zanim dojechaliśmy do Łodzi z Grudziądza i znaleźliśmy nasz nocleg, to Laura już szykowała się na drugą drzemkę. Jasne dla mnie było, że pod wieczór zrobimy tylko spacer do Manufaktury. Pewnie nie jest to najlepsza łódzka atrakcja, ale na serio zawsze chciałam zobaczyć to centrum handlowe. Zobaczyłam, mały shopping zrobiłam i polecić mogę tamtejszy Tk-max. Jest konkretnej wielkości i ma fajne rzeczy! Z poznańskich jednak mniej zadowolona wychodziłam ;)

Nasz nocleg mieliśmy na Piotrkowskiej. Początkowo bałam się, że nie uda mi się wystarczająco blisko dojechać do niego autem. A uwierzcie, auto wypakowane było na full ciuszkami, zabawkami, jedzeniem i tysiącami niezbędnych rzeczy dla dziecka. Całe szczęście Piotrkowska to nie taka zamknięta ulica i spokojnie można w nią wjechać i znaleźć swoja bramę. Bardzo, ale to bardzo zaskoczył mnie fakt, że ta ulica jest świetnie wykorzystywana przez rowerzystów! Jako człowiek zajmujący się transportem zawodowo na takie sprawy zwracam uwagę (moje zboczenie). A jeszcze większą uwagę zwrócił mi brak oznaczeń dla wózków w transporcie publicznym. Sorry Łódź, robisz to źle, bo w ogóle chyba nie robisz :( Ani mi nie było komfortowo wciskać się wózkiem w tramwaj, ani innym pasażerom uciekać przed wózkiem i macającym wszystko dzieckiem ;)

Łódź
Łódź
Łódź
Łódź

2 i 3 dzień – Częstochowa

Nie byłam pewna czy w Częstochowie warto zostać aż dwa dni. Bo poza oczywistą atrakcją, wygooglać można jeszcze kilka. Moim zdaniem nie są one takiego kalibru, żeby warto było na serio siedzieć tyle czasu. Taksówkarz, który ratował nas podwózką do naszej miejscówki podczas gigantycznej ulewy, na pytanie co warto zobaczyć stwierdził, że lepiej pojechać do pobliskiego Olsztyna ;)

W każdym razie my spędziliśmy tu dwa dni i trochę przedeptaliśmy centrum miasta. Na początek poszłyśmy w klasykę czyli odwiedziliśmy Jasną Górę. Laura po raz pierwszy była w kościele i poza echem chyba nie znalazła nic ciekawego ;) O wiele bardziej wolała błotko w parkach zlokalizowanych u podnóża Jasnej Góry.

Najlepszą rzeczą jaką zrobiłyśmy w Częstochowie była wizyta w Miejskiej Galerii Sztuki i zobaczenie wystawy prac Beksińskiego, Marszałka i Modzelewskiego. Ten środkowy gościu najbardziej trafił w mój gust ;)

Zjeść np. warto w PierożQu. Mają tanie i pyszniutkie pierogi! :)

Częstochowa
Częstochowa
Częstochowa
Częstochowa
Częstochowa
Częstochowa
Częstochowa
Częstochowa
Częstochowa

4 dzień – Olsztyn k. Częstochowy

To był nasz pierwszy zamek na Szlaku Orlich Gniazd. Pierwszy i ostatni zwiedzony. W sumie to nie zamek, a ruina zamku. Można na niego bez problemu wdreptać z maluchem w nosidle, porozglądać się trochę, zrobić fotki i zejść do centrum, gdzie czeka jeszcze jedna, mała, ale moim zdaniem fajna atrakcja: drewniana, ruchoma szopka, wyrzeźbiona przez Jana Wiewióra. Znajduje się ona w jego starej,  zabytkowej, drewnianej i bardzo kolorowej chacie blisko rynku. Dziadek przyjmuje przez cały rok, opowiada o lokalnych legendach, świętych i sprzedaję sympatyczne drewniane aniołki.

OlsztynOlsztynOlsztynOlsztynOlsztyn

5 dzień – Ogrodzieniec

Ten dzień wypieram z pamięci, nawet zdjęć nie udało się zrobić. Powód był jeden: ULEWA, która dopadła nas jak tylko zajechałyśmy do Ogrodzieńca. W deszczu podeszłam z Laurą do bram zamku i upewniłam się, że nie ma sensu zwiedzanie mokrych ruin w deszczu. Chciałam chociaż byśmy dobrze zjadły w ten ponury dzień, ale nawet to się nie udało. Pogoda tego dnia miała wpływ chyba na wszystko. Gdy wieczorem sprawdziłam prognozę na kolejne dni decyzja o ucieczce ze Śląska stała się taka łatwa do podjęcia ;)

Podsumowując: jesienią z maluchem polecam jeździć tam, gdzie ciepło i nie pada. Polska do tego się słabo nadaje. Nie popełniajcie mojego błędu ;)

You Might Also Like

  • Marta Kondratowicz

    szacun Matka za odwagę! :D

  • Manufaktura w Łodzi to tak jak Stary Browar w Poznaniu, który naprawdę warto zobaczyć przy okazji zakupów

  • ta przygoda brzmi jak totalne wyzwanie, no i jednak podołałyście dziewczyny:D

    • Zawsze jak czytam na jakimś blogu o podróżach z maluchem, to się zastanawiam co ze mną jest nie tak, że nie mam sił. Tutaj siły skończyły mi się po 5 dniach z deszczem, a zapowiedź śniegu od razu włączył mi alarm „uciekaj”. Wszystko co robię ponad zwykły, przewidywalny rytm dnia z małą jest wyzwaniem i to mnie w sumie najbardziej wkurza w macierzyństwie. Ciągle wierzę, że jeszcze trochę i będzie łatwiej, ale to łatwiej jakoś nie nadchodzi :)

      • mi się wydaje, że przy dziecku przyjęłabym najniższe możliwe oczekiwania względem podróży i podobnych aktywności dzięki czemu zamiast ewentualnych rozczarowań zaliczałabym jedynie ewentualne sukcesy:D

        chyba nie ma się co mocno sugerować blogami, które pokazują podróże z dzieckiem, bo jednak i dzieci bywają różne i nasze możliwości, po prostu różnie to w życiu bywa:)